Koboty czy ludzie?

Czy roboty zastąpią ludzi? Czy zabiorą pracę? Przeglądając prasę i portale dedykowane technologiom przyszłości można odnieść wrażenie, że oto wkrótce wszyscy zostaniemy zastąpieni przez inteligentne maszyny, procesy automatyzacji, czy sztuczną inteligencję. Prym w tym defetyzmie wiodą roboty przemysłowe, a zaraz za nimi – współpracujące. Te drugie wprowadzają możliwość automatyzacji również do mikro i małych przedsiębiorstw, a wkrótce zakresem wdrożeń przegonią swych większych, przemysłowych braci.

Ile w tym prawdy?

Jak pokazują nie tylko statystyki, ale i sytuacje, z którymi mamy styczność niemal codziennie, polski biznes styka się z dwoma zjawiskami: chronicznym brakiem rąk do pracy i z jej niską wydajnością (wzrost wydajności jest mniejszy niż wzrost płac). W oczywisty sposób przekłada się to na problemy z konkurencyjnością, ograniczoną wydajnością przedsiębiorstw i spędza sen z powiek właścicielom, szczególnie małych i średnich firm.

I tu wchodzą koboty, całe na czarno!

Remedium dla polskich przedsiębiorstw, zarówno w kwestii zwiększenia mocy wytwórczych, obniżenia kosztów, rozwiązania braku pracowników, które można bezboleśnie wdrożyć są roboty kolaboracyjne. Rozmiar przedsiębiorstwa nie ma tu znaczenia. Czy mówimy o zastępowaniu ludzi, w chwili gdy tych ludzi brak? W żadnym razie, mówimy o ich uzupełnieniu – daniu im nowych narzędzi.

Niemal każdy przedsiębiorca potwierdzi, że ludzi do pracy po prostu nie ma. Pozostaje albo cierpliwie szukać kogoś na stanowisko, albo obowiązki podzielić między obecny zespół. To mocno rzutuje na efektywności (a pracownik wybiera obowiązki najwygodniejsze dla siebie), przez co tworzą się wąskie gardła.

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy w zakładzie na jednego pracownika przypadają dwa stanowiska maszynowe wymagające stałej obsługi. Oczywiste, że jedno ze stanowisk stoi bezczynnie lub jego wydajność jest bardzo niska. Sytuacja może ulec zmianie, gdy pracownik ten będzie obsługiwał dwa koboty (programował je, dostarczał materiał i zabierał gotowe wyroby), a dopiero koboty będą obsługiwały maszyny. W tym przypadku wzrost efektywności jest oczywisty: produkcja rośnie, a koszty stałe w sprzedaży maleją, co w naturalny sposób przekłada się na wzrost konkurencyjności (możliwość zaoferowania niższych cen).

Przypominając sobie, że robot kolaboracyjny może pracować niemal bez przerwy, na trzy zmiany, ze stałym tempem, można uczynić tę kalkulację jeszcze bardziej opłacalną. Poziomem (jeszcze) wyżej jest oczywiście optymalizacja samych procesów poprzez stosowanie różnych metodologii, np. Lean Robotics.

Co ciekawe, jak pokazują badania przeprowdazaone przez MIT w 2016 na podstawie obserwacji w zakładach BMW, w większości sytuacji stworzenie aplikacji opartej o zespół ludzko-kobotyczny przynosi o 85% lepszą efektywność, niż w aplikacjach czysto zrobotyzowanych lub w całości obsługiwanych przez ludzi.

Z punktu widzenia pracowników

Wdrożenie robotów współpracujących do firmy to przede wszystkim uwolnienie pracowników produkcyjnych od najbardziej rutynowych, powtarzalnych, mozolnych, nudnych, a tym samym nielubianych zajęć, do pracy bardziej wymagającej umysłowo czy manualnie, bardziej kreatywnej, czy wymagającej krytycznego myślenia. To stworzenie nowych zajęć polegających na obsłudze i programowaniu kobotów, adaptowaniu ich do nowych zadań.

Po drugie, koboty w firmie zwiększają pewność zatrudnienia poprzez wzrost kwalifikacji własnych i umożliwienie wzrostu efektywności przedsiębiorstwu, a przez to wzrost jego konkurencyjności i finalnie globalnej produkcji (sprzedaży) i dochodowości biznesu.

Podsumowując

Wdrożenie robotów kolaboracyjnych do przedsiębiorstw to nie tylko dający się przewidzieć w przyszłości brak zagrożeń dla pracowników (a wręcz przeciwnie), ale i możliwość skokowego podniesienia wydajności pracy i efektywności (marżorodności) całego zakładu.